Włoski mistrz Polski



Pochodzący z sycylijskiej rodziny dyplomatów Lelio Lattari był jedną z barwniejszych postaci polskiego sportu samochodowego lat 60. i 70. Reprezentując barwy Automobilklubu Warszawskiego dwukrotnie sięgnął po tytuł rajdowego mistrza Polski.

Jak trafił Pan nad Wisłę?
Mój ojciec pracował w Warszawie na placówce dyplomatycznej. Często do niego przyjeżdżałem, aż któregoś dnia stwierdziłem, że zostaję. W 1963 roku zacząłem pracę we włoskiej ambasadzie przy placu Dąbrowskiego.

Egzamin na prawo jazdy zdał Pan w Warszawie. Jak pan go wspomina?
Miałem wtedy zaledwie 16 lat, ale nie było dla mnie żadnej taryfy ulgowej. Jeździłem Warszawą M-20, bo takie samochody miały wówczas na stanie LOK i PZMot. Pamiętam, jak strasznie się cieszyłem, gdy egzaminator oświadczył mi, że jestem już kierowcą.

A jak się zaczęła Pana sportowa przygoda z motoryzacją?
Od małego dziecka pasjonowały mnie szybkie auta. Kiedy dowiedziałem się, że w Polsce są organizowane imprezy dla amatorów, od razu się zgłosiłem. Po perturbacjach związanych ze zdobyciem polskiej licencji rajdowej zacząłem brać udział w każdych możliwych zawodach.

Ścigał się Pan z najlepszymi polskimi kierowcami. Czy rywalizacja z którymś z nich szczególnie zapadła panu w pamięć?
W tamtych czasach było wielu wspaniałych kierowców, więc trudno wymienić tylko jednego. Rywalizacja między nami zawsze była zacięta, ale koleżeńska.

Największe sukcesy odnosił Pan za kierownicą alfy romeo. Czy nadal darzy Pan te samochody sentymentem?
Oczywiście. Alfa romeo to wspaniałe wspomnienia z młodych lat, wspomnienia emocji przeżytych za kierownicą rajdowego lub wyścigowego auta.

Czy czasem się Pan jeszcze ściga?
Już nie, bo na wszystko jest odpowiednia pora. Moja domena życiowa to: jeśli w coś się angażujesz, to bądź w tym perfekcyjny. To wymaga wiele poświęcenia i czasu, którego już nie mam.

To czym pan się teraz zajmuje?
Mieszkam i pracuję w Piasecznie, gdzie prowadzę firmę handlową. Sprawom związanym z jej funkcjonowaniem poświęcam praktycznie cały mój czas.